Najdroższe decyzje zapadają teraz. Biura trzeba wybierać w warunkach, które zmieniają się szybciej niż umowy

Latami najemcy mogli zakładać, że jeśli nie znajdą odpowiedniego biura, rynek szybko podsunie im kolejną alternatywę. Dziś ta logika przestaje działać. Przy rekordowo niskiej aktywności deweloperów i kurczącej się podaży najlepszych powierzchni, decyzje trzeba podejmować wcześniej i często w warunkach dużej niepewności co do przyszłości biznesu. O tym, dlaczego intuicja przestaje wystarczać, a wybór biura staje się jedną z ważniejszych decyzji mówi Karol Wyka, Dyrektor Zarządzający Działu Powierzchni Biurowych w firmie Newmark Polska. 

Jeszcze niedawno firmy planowały relokację dwa lata naprzód. Jak to się stało, że kilkanaście miesięcy później rynek biurowy działa na zupełnie innych zasadach?

Karol Wyka: Mamy do czynienia z historycznie niską aktywnością deweloperów. Nie „trochę niższą”, ale najniższą od kilkunastu lat. W Warszawie pod koniec pierwszego kwartału tego roku w budowie pozostawało niewiele ponad 115 tys. mkw., czyli prawie o 40 proc. mniej niż kwartał wcześniej, i o ponad 50 proc. mniej, licząc rok do roku. Jednocześnie w ciągu ostatnich 12 miesięcy rozpoczęto budowę jedynie jednego projektu AFI Tower, który odpowiada za ponad 43% powstającej powierzchni biurowej w stolicy.

To jest sytuacja bez precedensu, szczególnie że deweloperzy mają przygotowane projekty, zabezpieczone działki i ważne pozwolenia na budowę, ale z uruchomieniem inwestycji coraz częściej czekają na duże umowy przednajmu. Dlatego dwa lata to zdecydowanie za mało. W praktyce decyzję o nowej siedzibie trzeba podejmować nawet pięć lat wcześniej. Jeśli doliczymy do tego standardowy okres najmu, który zwykle wynosi 10 lat lub więcej, okaże się, że firmy planują swoje biura w perspektywie kolejnych 15 lat, czyli 2040 roku. A to oznacza konieczność przewidywania nie tylko własnego rozwoju, lecz także wpływu AI, zmian pokoleniowych czy nowych modeli pracy na funkcjonowanie organizacji. 

Co sprawiło, że deweloperzy niemal jednocześnie zdjęli nogę z gazu?

Projekty biurowe przestały spinać się finansowo. Przed wybuchem konfliktu w Ukrainie, okresem wysokiej inflacji i gwałtownym wzrostem kosztu pieniądza stopy kapitalizacji dla najlepszych biurowców w stolicy wynosiły około 4-4,5 proc. Rynek inwestycyjny był płynny, a inwestorzy kupowali budynki po wysokich cenach.

Później nałożyło się na siebie kilka niekorzystnych zjawisk: pogorszenie sytuacji geopolitycznej, drogie finansowanie, wzrost kosztów budowy oraz chwilowe zamrożenie rynku inwestycyjnego. Dlatego dziś mówimy już o yieldach na poziomie 6-6,5 proc. w Warszawie, co dla właścicieli oznacza często kilkadziesiąt milionów euro różnicy w wycenie tego samego budynku. Deweloperzy nie stracili wiary w rynek, ale nowe projekty uruchamiają znacznie ostrożniej, najczęściej dopiero po zabezpieczeniu dużego przednajmu.

Ale firmy nie mogą czekać. Potrzebują biur tu i teraz

I właśnie dlatego kończy się rynek najemcy. Przez lata firmy były przyzwyczajone, że zawsze znajdzie się alternatywa: nowy budynek, kolejny projekt, wolna powierzchnia w dobrej lokalizacji. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Na pierwszy rzut oka dane mogą wydawać się komfortowe – współczynnik pustostanów w stolicy wynosi blisko 10 proc., ale w Centralnym Obszarze Biznesu i nowoczesnych biurowcach oddanych po 2020 roku dostępność biur jest bliska zeru. Jednocześnie część starszych lokalizacji, takich jak Służewiec Przemysłowy czy rejon ul. Żwirki i Wigury, przechodzi transformację. Niektóre budynki wrócą na rynek po modernizacji, ale część zostanie wyburzona, co jeszcze bardziej ograniczy podaż dostępnych biur.

Aktywność deweloperów w regionach jest jeszcze niższa?

Powiedziałbym, że minimalna. Na wszystkich rynkach regionalnych aktualnie w budowie znajduje się 16 budynków biurowych, z czego tylko w czterech zaplanowano powierzchnię powyżej 10 tys. mkw. To bardzo małe inwestycje – żeby to zobrazować, wspomnę, że jeszcze niedawno o średnim biurowcu mówiliśmy, gdy miał ok. 20 tys. mkw.

W efekcie całkowity wolumen nowej podaży w regionach w tym roku nie przekroczy 100 tys. mkw., co będzie drugim, po 2025 roku (20,5 tys. mkw.), najniższym wynikiem od prawie dwóch dekad. W niektórych miastach z dużym potencjałem, jak np. Wrocław, nie powstaje dziś żaden nowy budynek. Największą aktywność deweloperów w ostatnich miesiącach obserwowaliśmy natomiast w Poznaniu i Krakowie.

Niektórzy najemcy wstrzymują decyzje, licząc na korektę czynszów. Mają na to szansę?

Czynsze rosną praktycznie z miesiąca na miesiąc. W Warszawie stawki zaczynające się od „trójki” w najlepszych lokalizacjach przestają już kogokolwiek dziwić. W obecnym cyklu rynkowym niestety nie widzę przesłanek, które mogłyby doprowadzić do spadku czynszów. Jeśli popyt pozostaje wysoki, a nowej podaży praktycznie nie ma, rynek reaguje w przewidywalny sposób. To oznacza nie tylko wyższe stawki, ale również coraz mniejszy wybór dostępnych powierzchni i słabszą pozycję negocjacyjną najemców.

Jak w takich warunkach zmienia się rola doradcy reprezentującego najemcę?

Dzisiaj doradztwo biurowe to znacznie więcej niż wskazanie kilku dostępnych budynków. Coraz częściej chodzi o zarządzanie czasem, ryzykiem i elastycznością biznesu. Jeśli firma rozpoczyna proces zbyt późno i nie ma realnej alternatywy dla obecnej lokalizacji, jej pozycja negocjacyjna wyraźnie słabnie. 

Dlatego tak istotne jest odpowiednio wczesne przygotowanie strategii. Nie chodzi wyłącznie o wybór konkretnego biura, ale także o zabezpieczenie w umowie rozwiązań, które pozwolą najemcy reagować na zmiany. Mowa między innymi o prawie do ekspansji, możliwości zwrotu części powierzchni czy wcześniejszego zakończenia najmu w określonych sytuacjach. Zadbanie o tego typu zapisy często decyduje o komforcie funkcjonowania firmy w kolejnych latach. 

Wspomniałem już wcześniej, że na rynku dominują dziś 10-letnie umowy najmu, co utrudnia przewidzenie, jak organizacja będzie funkcjonować w tak długiej perspektywie. Dlatego elastyczność zapisów umownych staje się równie istotna, jak lokalizacja czy wysokość czynszu.

Czy w ogóle da się dziś zaprojektować biuro, które będzie odpowiadało potrzebom firmy w przyszłości?

To jedno z najważniejszych wyzwań, przed którymi stoją dziś najemcy i doradcy. Właśnie dlatego coraz większego znaczenia nabiera workplace strategy, czyli podejście polegające na przewidywaniu, w oparciu o dane, w jaki sposób organizacja będzie korzystała z biura.

W tym procesie rola doradcy nie polega na podejmowaniu decyzji za klienta, lecz na dostarczaniu mu możliwie pełnych informacji, które pozwalają podjąć świadomą decyzję. Pewne jest jedno – odchodzimy od projektowania biur opartego wyłącznie na intuicji czy indywidualnych preferencjach zarządu. Analizujemy sposób funkcjonowania organizacji, przepływ pracowników między zespołami, model współpracy działów, miejsca zamieszkania pracowników, a także potrzeby wynikające z różnic pokoleniowych i specyfiki konkretnych funkcji. Dzięki temu udaje się nam stworzyć przestrzeń, która odpowiada realnym potrzebom firmy teraz, ale również w kolejnych latach.

Czy firmy są już gotowe, żeby patrzeć na biuro w tak strategiczny sposób?

Coraz bardziej, choć wielu menedżerów prowadziło ostatnie procesy relokacji 5-10 lat temu, gdy rynek wyglądał zupełnie inaczej, a część doświadczeń z tamtego okresu straciła już na aktualności. Długoterminowy najem to decyzje warte miliony złotych, które wpływają na organizację przez dekadę albo dłużej. Dlatego rośnie znaczenie rzetelnych analiz, a wraz z nim profesjonalnego doradztwa.

Czy dziś decyzja o biurze należy do najważniejszych decyzji biznesowych firmy?

Tak i to chyba najlepiej podsumowuje obecną zmianę. Dobre biuro może wspierać rozwój organizacji, przyciąganie i utrzymanie talentów, współpracę między zespołami, a nawet realizację strategicznych zmian. Źle zaprojektowana lub przeprowadzona relokacja będzie tylko bardzo drogim kosztem. Dlatego doświadczenie i odpowiednie przygotowanie procesu mają tak duże znaczenie. Dziś najdroższym błędem nie jest wynajęcie zbyt drogiego biura. Najdroższy jest wybór biura, które za kilka lat przestanie odpowiadać potrzebom organizacji.

Karol Wyka
Karol Wyka
Executive Board Director, Head of Office Department